|
Obóz TOPR - Chamonix 2008 |
Obóz zaczął się w sobotę po 20 wyjazdem z Zakopanego.W obozie wzięło udział 6 ratowników: Tomek Gąsienica-Mikołajczyk - kierownik Rafał i Andrzej Mikler Andrzej Górka Maciek Ziarko Adam Pieprzycki Wszystkie prognozy na ziemi i w niebie mówiły że będziemy mieć do czwartku lampę! Już w drodze nie było tak różowo - czasami padało. W Chamonix lało już na dobre.
Po zakwaterowaniu w Gite La Tapia można było udać sie na zwiedzanie sklepów wspinaczkowych. Tak samo uczyniliśmy w poniedziałek - lało niemało. Znudzeni przebywaniem w mieście mimo "syfu" na dole wyjechaliśmy rano we wtorek na midi.
To co zobaczyliśmy było niesamowite- ponad 3 tyś nmp była lampa. Świeży śnieg na południowej midi nie zachęcał do wspinania. Rafał i Andrzej poszli na trawers midi - plan, reszta udała się pod Trangula Tacula. Ilość zespołów na różnych drogach skutecznie zniechęciła nas do wspinania. Poszliśmy więc zobaczyć pod Filary Tacula. Pod piramida Tacula okazało się że mamy jeden schemat a skała jest sucha.
Po problemach ze sforsowaniem szczelino,Wbiliśmy się w drogę biegnąca kantem. Mimo pośpiechu pod ścianą byliśmy po 16 tej. Szybkim tempem do kolejki, niestety o 18 zjechała ostatnia - co oznaczało kibel na midi. Kibel w dosłownym znaczeniu - przy kiblu. Mając mało do jedzenia i picia zostaliśmy wręcz ugoszczeni przez angoli - pierwszy raz z czymś takim się spotkałem. Również "Andy" i "Panicz" kiedy przyszli koło 20 tej na midi zostali ugoszczeni. W ruch poszły NRC-ty i worki na śmieci. Dostaliśmy także płachty biwakowe! Wesoła grpka Angoli po 3ciej poszła na tacula a my przedrzemaliśmy do rana.
Następny dzień to odsypianie i wycieczka na Montenvers i Mer de Glace. Zobaczyć Dru po obrywie - bezcenne. Bracia poszli na zachodnią Paina na drogę Contamina - 400 m drogę. Wrócili mocno w nocy zaliczając zejście z buta z planu! Ja z Tomkiem następnego dnia (czwartek) pierszwą kolejką pojechaliśmy na Midi i pod Filar Gerwasuttiego. Andy i Panicz wybrali się na Rebuffata na Midi. My wspinaliśmy się od 9 tej rano, cały dzień i noc i po 6 rano wyszliśmy na pik. Pogubienie drogi w części dolnej i na ostatniej turnicy kosztowały wiele.
Straty sprzętowe to zgubienie Quarka - z Tacula schodzenie bez dziabki, cam, friend, schematy i icefluta, dynema, kośc i inne. Ściana wydawała się bez końca. w nocy zaczął padać także śnieg - ostatnie wyciągi skalne robiliśmy w nocy i w padającym śniegu - dobra kombinacja.
Zejście z Tacula - Rafał i Andrzej po rezygnacji z Frendo przynieśli nam picie i batoniki pod Tacula - wielkie dizęki - a Andy i Panicz pod Midi zawitali z herbatką i pomogli wieść plecaki. Poruszaliśmy się ślimaczym tempie - zmęczeni ale szczęsliwi. Nawet grad i pioruny na grani pod midi już niewiele znaczyły. Zostawiony depozyt w kolejce na szczęście nie zniknął a my pojechaliśmy w dół. Andrzej i Rafał w opadzie gradu zjechali z Rebuffata. Resztę piątku szwendaliśmy się po CHMX i oglądaliśmy zawody wspinaczkowe. Wieczorem już w padającym deszczu, który towarzyszył nam aż do Austrii, pojechaliśmy do domu. Po 14 w sobotę byliśmy już w Zakopanym.
Zobacz galerię: http://www.wspinanie.edu.pl/index.php?option=com_zoom&Itemid=40&catid=70
Z tatrzańskim siwy |